Pielęgnacja

#SelfCareSunday z męską pielęgnacją czyli podsumowanie najlepszego męskiego kalendarza adwentowego A.D. 2020

Witajcie w nowym 2021 roku. Mam nadzieję, że będzie choć odrobinę lepszy od poprzedniego!

Zaraz zabiorę Was do przejrzenia zawartości jednego z najlepszych jeśli nie najlepszego kalendarza adwentowego jaki miałam okazję otwierać w 2020.

I choć jest to kalendarz mojego męża to zrobił na mnie naprawdę olbrzymie wrażenie. Uważam, że nie dość, że jest absolutnie przepiękny – przynosi mi na myśl doskonałego przynajmniej 20yo rdzawego single malt’a i taką męską klasykę bez zbędnych ozdobników – to jeszcze jego zawartość jest praktycznie bezbłędna.

Standardowo podsumowanie finansowe robiłabym na końcu.

Postanowiłam jednak podzielić zawartość tego kalendarza na 2 grupy (twarz + ciało) Dlatego wrzucę tu listę produktów w kolejności otwieranych szufladek wraz z linkami i cenami, bo jak zobaczycie efekt końcowy jest po prostu WOW, a potem opiszę Wam w grupach poszczególne kosmetyki.

Zatem cały 12 dniowy kalendarz adwentowy MANKIND 12 days 2020 (nadal do kupienia) kosztujący 518pln jest wart 2070pln czyli praktycznie 4 krotność ceny!!!

Zacznę od tej najlepszej według mojej opinii części czyli kosmetyków do twarzy, bo tu trafiamy na sztos za sztosem jeszcze przed ich wypróbowaniem.

Pamiętajcie, że pewnie przynajmniej część kosmetyków, które dostałam w kalendarzach będę miała okazję testować praktycznie przez cały rok zatem szczegółowe opinie i recenzje pojawią się w późniejszych postach – w końcu nikt nie jest w stanie zużyć 3-4 kremów nawilżających w ciągu miesiąca, ale na każdy warto czekać 🙂

AVANT Glycolic Acid Rejuvenating Exfollator czyli peeling z kwasem glikolowym do stosowania na noc to produkt genialny nie tylko dla panów. Mam już kilka kosmetyków marki i z każdym kolejnym moja miłość do nich rośnie. Prędzej czy później pojawi się post dedykowany tej marce, bo choć kosztuje prawdziwe krocie to jest tego warta i można szczególnie na WESTWING trafić na nie w dużo bardziej przystępnej cenie.

Na razie przetestowałam go na szybko raz, żeby móc cokolwiek więcej napisać. To bardzo drobno ziarnisty peeling jak mikro ziarenka piasku i jest bardzo przyjemny dla skóry. Ma nie tylko eksfoliować, ale także poprawiać teksturę skóry. Kwas glikolowy wnika w głębokie warstwy skóry. Prolina ujędrnia i niweluje oznaki starzenia.

Jestem bardzo bardzo ciekawa jak sprawdzi się w dłuższym użytkowaniu. 

Jak widzieliście w rozpisce właściwie ten jeden kosmetyk “opłacił” cały kalendarz – reszta w bonusie 😉

ESPA 24hr Replenishing Eye Moisturizer nawilżająco odżywczy krem pod oczy, który pomaga utrzymać naturalne nawilżenie naszej skóry. Frankincense czyli olejek eteryczny z Kadzidłowca Mirra i Neroli odbudowują, a gingko biloba pomaga utrzymać barierę hydro lipidową skóry. Ma wygładzać i odświeżać spojrzenie. Jest ultra lekki, nie lepi się, szybko się wchłania i jest bez dodatków zapachowych – swoją konsystencją bardzo przypomina krem do twarzy z tej samej serii, który znalazłam w innym kalendarzu.

Mamy i korzystamy już z olejku do kąpieli na zmęczone mięśnie – jest niesamowity.

ESPA pretenduje do bycia jedną z 2 ulubionych i nowo odkrytych marek przez mojego męża. Jednolita szata graficzna oraz szklane opakowania dodają takiego luksusowego look’u i pięknie prezentują się w łazience.

Jeśli jesteście fanami naturalnych kosmetyków bez ulepszaczy i sztucznych zapachów to polecam się z nimi zapoznać.

Doctors Formula Original Time Reverse Serum. Po pierwsze cudne opakowanie z bardzo wygodną szeroką pompką co korzystnie wpływa na świeżość produktu – nie gmeramy tam paluchami, a światło nie przenika do serum. Wśród głównych składników są aminokwasy kolagenowe, ekstrakt z kolagenu i alg morskich, które doskonale nawilżają.

Ultra lekka formuła stworzona z super małych molekuł dostarczających skoncentrowane substancje odżywcze do głębokich warstw skóry. Podstawowe zadania to wspomniane już nawilżenie oraz ujędrnienie.

Wcześniej nawet nie słyszałam o tej marce, ale poczytałam trochę na stronach i zapowiada się ona całkiem ciekawie. Zresztą taki cel przyświecał zakupom tych kalendarzy – poznać więcej nowych marek i wyjść poza ramy typowych produktów luksusowych dostępnych w perfumeriach czy gabinetach kosmetycznych.

Hawkins & Brimble Oil Control Moisturizer Nawilżający krem do twarzy stabilizujący wydzielanie sebum. Jedwabisty i ultra lekki jak płynna emulsja. Zapakowany do takiej męskiej w klimacie aptecznej vintage buteleczki z pompką. Ma zmatowić zbyt przetłuszczającą się skórę.

Ekstrakt z owsianki wchłania nadmiar sebum, Wit. E utrzymuje zdrowy efekt glow, a żen-szeń i kofeina rozjaśniają i pobudzają skórę.

Jest wolny od barwników, parabenów SLS/SLES czy olei mineralnych.

Jestem bardzo ciekawa opinii męża i tego czy ja zauważę efekt.

men-u 3 minute D-TOX mask 

Głęboko oczyszczająca maska z glinką. Pomaga usunąć nadmiar sebum i błyszczenie. Glinka Kaolin, Oczar i tlenek cynku oczyszczają pory.

Maska odpowiednia dla skóry normalnej, mieszanej i tłustej. 

Mój mąż bardzo polubił się z maskami – dają praktycznie natychmiastowy efekt, a późniejsze etapy pielęgnacji dużo lepiej się wchłaniają i działają zatem myślę, że pierwsze testowanie już niedługo.

Medik8 Pore Refining Scrub Dwufunkcyjny peeling oczyszczający łączy w sobie zarówno peeling mechaniczny jak i enzymatyczny. Kuleczki z jojoba złuszczają wierzchnią warstwę, a kwas salicylowy i migdałowy złuszczają, wyrównują koloryt i oczyszczają pory. Niacynamid działa przeciwzapalnie. 

Medik8 to brytyjska wegańska marka, która zdobyła moje serce swoim serum z kwasem hialuronowym Hydr8 B5, poprawiła rewelacyjnym tonikiem i zachwyca z każdym kolejnym kosmetykiem – autentyczne odkrycie 2020 – można brać w ciemno – będę podbierać mężowi o ile całkiem mu nie ukradnę 😉

Pora na kosmetyki w ogólnym rozumieniu do ciała i z całego kalendarza tak naprawdę tylko 1 na 12 produktów jest nietrafiony ciekawa jestem czy zgadniecie zanim go opiszę 🙂

Zacznę od kremów i balsamów…

ECOOKING Multi Balm – to wielofunkcyjny balsam duńskiej marki, która już podbiła serce mojego męża balsamem/kremem do stóp (wczoraj zamówił kolejne 3 kosmetyki).

Masło shea, witamina E i olej z nasion ostropestu to główne składniki tego produktu do wrażliwej czy suchej skóry. Nadaje się nie tylko do przesuszonej skóry ciała, ale i do spękanych ust, na ugryzienia owadów czy do odżywiania skórek. 

Jest jak wiele kosmetyków marki – bezzapachowy, nie ma parabenów, a składniki są głownie pochodzenia organicznego i naturalnego. 

Myślę, że razem z zamówionym pełnowymiarowym wspomnianym już kremem do stóp, tonikiem do twarzy, peelingiem do ust oraz dezodorantem w kulce będzie jednym z 3 najważniejszych obecnie marek kosmetycznych na jego półce (ESPA i L’Occitane)

Jack Black Intense Therapy hand cream – Ten intensywny krem do rąk ze względu na zawartość wit.A ma zwalczać zarówno przesuszenie jak i przebarwienia na dłoniach – zapowiada się rewelacja. Jest w formie praktycznie delikatnego mleczka – i tu mały minus – ciężko będzie na dłuższą metę utrzymać tą całkiem sporą tubę w czystości :/ za to szybko się wchłania.

Jest do wszystkich typów skóry. Pachnie dość intensywnie i ziołowo – jak dla mnie trochę majerankiem. Szczęśliwie bardzo szybko przynajmniej na moich dłoniach zapach ten się ulotnił zatem nie przeszkadza.

Kremy do rąk zawsze są dobre szczególnie w okresie jesienno-zimowym, a teraz to już totalny must-have zatem na bank się nie zmarnuje.

Le Couvent VIA DOMINI Hiker’s Foot Balm 

Ten balsam to trybut dla oryginalnych receptur tworzonych do tego by ulżyć w tym wypadku zmęczonym stopom pielgrzymów odwiedzających Klasztor des Minimes powstały w 1614r. na południu Francji gdzie mieszkał słynny botanik króla Ludwika XIV.

15% masło shea i 8 leczniczych roślin ma zmiękczyć i odżywić zmęczone stopy. 99% składników pochodzenia naturalnego i w 100% wegański.

Choć marka wpadła mi już kilkukrotnie w oko w Douglasie i znana jest ze swoich kompozycji zapachowych to żaden zapach nie ujął mnie na tyle, żebym o nich pamiętała. Ciekawa jestem czy ten krem będzie w stanie stanąć w szranki z tym od ECOOKING, który wspominałam już wcześniej.

Pora na jedyny nie trafiony kosmetyk, a jest nim:

AVEDA men Pure-Formance firm hold gel – Mocny żel do stylizacji włosów dla mężczyzn. Ta pochodząca ze Stanów marka specjalizuje się w kosmetykach do włosów.

U nas specjalnie się nie sprawdzi ponieważ żadne z nas żelu do włosów nie używa, za to cena powala na kolana.

Ostatnie dwa kosmetyki to 

MAN CAVE Cedarwood shower gel – żel pod prysznic o takim prawdziwie ultra męskim leśnym zapachu. Do reklamy na bank zatrudniałabym drwala 😉 W składzie poza cedrem znajdziemy L-Arganinę, która jest aminokwasem odbudowującym skórę i włosy, drzewo herbaciane znane ze swoich antybakteryjnych właściwości oraz olej z czarnego pieprzu – pobudza.

Ma nawilżać i odżywiać skórę, pomagać utrzymywać płaszcz hydro-lipidowy oraz oczywiście oczyszczać skórę.

Jest produktem wegańskim i cruelty free, bez SLS/SLES i parabenów.

Jestem bardzo ciekawa jak będzie pachniał na skórze mojego męża, ale wspólna kąpiel raczej odpada – lubię męskie zapachy, ale nie aż tak 😉

I ostatni MARVIS aquatic mint toothpaste. Nie wiem o co chodzi z tymi męskimi kalendarzami i boxami, ale to był pierwszy z 2 zestawów, które kupiłam mojemu mężowi, w którym pasta do zębów się pojawiła. Nie wiem – może jakaś delikatna sugestia dla panów 😀

To jest jednak nie byle jaka, bo luksusowa i włoska pasta do zębów, która oczywiście ma za zadanie wybielać i odświeżać. Dostałam kilka wiadomości po unboxingowym stories na moim Instagramie (gdzie Was oczywiście gorąco zapraszam), że rzeczywiście ta pasta to sztosiwo i sporo osób ją lubi i używa regularnie. Cena nie jest zaporowa jak dla mnie, ale do tanich zdecydowanie nie należy. Trafiają się super promocje np. na LookFantastic skąd pochodzi ten kalendarz np w 3-pakach. Tanio zatem nie jest – a czy warto to się dopiero okaże.

W ramach podsumowania mogę Wam napisać, że choć mój mąż podchodził z rezerwą do tego kalendarza to finalnie już jest z niego zadowolony choć testowanie jeszcze przed nim. Zaczął doceniać już jakiś czas temu coś więcej niż tylko byle jaki żel pod prysznic, dezodorant i jakąś wodę po goleniu. Odkrywa coraz bardziej świat kosmetyków i widzi sporą różnicę zarówno w ich jakości jak i w jakości swojej skóry czy też cery.

Jeśli macie w domu mężczyznę, który byłby w stanie docenić tego typu produkty to proponuję kupić póki jest – istnieje spora szansa, że i Wy znajdziecie w nim coś ciekawego dla siebie. 

Ja jestem pod wielkim wrażeniem i uważam, że właśnie tak powinien wyglądać “pełnokrwisty” kalendarz beauty dla faceta. Doskonale skomponowany – pielęgnacja full opcja za nieporównywalnie mniejsze pieniądze niż gdyby przyszło zapłacić pełną cenę. taka kopalnia odkrywkowa – czad.

W następnym poście chyba wezmę się za kalendarz, który podobał mi się najbardziej, a z którym chyba jednak przyjdzie mi się rozstać, bo choć design na pierwszy rzut oka był boski to jednak wykonanie i funkcjonalność nie powalają.

Miłej i udanej #SelfCareSunday i dajcie znać czy znacie te marki i czy coś się Wam sprawdziło.

Do następnego

Patrycja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cww trust seal